Czasami ktoś dzwoni na dawny telefon męża, Magda nie odbiera. Ponad dwa lata od śmierci, a wciąż się zdarza. Dźwięk telefonu rozlega się w domu jak odgłos pukania do drzwi, już na zawsze zamkniętych. Podobno dwa tygodnie po pogrzebie Maklakiewicza przyszedł do jego mieszkania lekko napity Himilsbach. Otworzyła żona Maklakiewicza. Himilsbach zapytał: „Jest Maklak?”. „Jasiu, przecież Zygmunt nie żyje” – odpowiedziała żona. „Jak to? W dalszym ciągu?”
W promieniu latarni
Kłopot sprawiał kobietom od urodzenia. Kiedy po długim i ciężkim porodzie wreszcie się pojawił, ważył 6,5 kg, na głowie miał siwy lok, była niedziela, a on był w czepku. Pierworódka doznała szoku. Każda by doznała. Gdy ojciec przyszedł do szpitala, rzuciła w niego słoikiem z kompotem i wylądowała w sanatorium na rok. Małym Adasiem zajęła się babcia Jadzia, o której do końca swojego życia mówił jak o aniele, który siedzi na chmurce i się nim opiekuje. Być może właśnie to pierwotne odrzucenie powielał w każdym kolejnym związku, ten brak poczucia bezpieczeństwa. Może właśnie dlatego tak bardzo lubił się przytulać.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.