Prawdziwe ośrodki władzy byłyby zupełnie gdzie indziej, obsadzane za pomocą mechanizmów niedemokratycznych, nietransparentnych procesów. I nie mam tu na myśli jedynie tego, że z tylnego siedzenia kierowałby państwem Donald Tusk. To nie byłoby najgorsze, to dałoby się od biedy wytłumaczyć zgraną pracą obu ośrodków władzy wykonawczej (jest to zresztą częścią strategii PO w tej kampanii – pokazanie, jak sprawny byłby to team, jak wiele by osiągnął). Ale do tego trzeba wiary w to, że Platformie, Tuskowi i Komorowskiemu naprawdę chodzi o udaną, skuteczną modernizację Polski i że są oni w stanie za to zbożne dzieło zapłacić polityczną cenę. Ja takiej wiary nie mam i prawie trzy lata rządów PO dostarczają wystarczająco wiele dowodów na prawdziwość tezy odwrotnej – że temu środowisku nie zależy na szybkim i zrównoważonym rozwoju kraju, na podniesieniu jego siły wewnętrznej i zewnętrznej, na skutecznym przeciwstawieniu się patologiom w życiu społecznym i gospodarczym - uważa eurodeputowany PiS.
O tym jak Marek Migalski wyobraża sobie prezydenta Bronisława Komorowskiego i rządzoną przez niego Polskę będzie można przeczytać w najnowszym numerze tygodnika "Wprost".
