Zaginęła niemal cała dokumentacja zbrodni popełnionych przez Niemców w czasie powstania warszawskiego
IPN
Kto wydał Niemcom teczki?
Zaginęła niemal cała dokumentacja zbrodni popełnionych przez Niemców w czasie powstania warszawskiego. Z zasobów polskiej Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, a następnie IPN - od lat 50. do niedawna - przekazywano do RFN oryginały zeznań, fotografie i inne dowody zbrodni hitlerowskich popełnionych w czasie II wojny światowej w Polsce (sprawę ujawniliśmy we "Wprost" nr 18/2006). Po naszym artykule Kolegium IPN zwróciło się do prokuratury z doniesieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Sprawa ta jest - jak się okazuje - ledwie wierzchołkiem góry lodowej, zwanej w środowisku prokuratorów IPN "częstowaniem teczkami". Niektórzy mówią, że to eufemistyczne określenie na handel polskimi zasobami archiwalnymi.
Z wyjaśnień nadesłanych przez prof. Witolda Kuleszę, wicedyrektora Instytutu Pamięci Narodowej, wynika, że przekazywanie oryginałów akt do Zentrale Stelle der Landesjustizverwaltungen w Ludwigsburgu w RFN (tzw. centrala w Ludwigsburgu, instytucja powołana w celu "poprawy wizerunku" niemieckich organów ścigania zbrodni wojennych) było zjawiskiem marginalnym, a podejrzliwość "Wprost" jest mocno przesadzona. Prof. Kulesza, gorący orędownik współpracy z archiwistami niemieckimi, dementuje jakiekolwiek sugestie, że współpraca ta, zwana przez niego "pomocą prawną", mogła być podyktowana innymi intencjami niż badawczo-śledcze. A przecież, pomijając fakt bezpowrotnej utraty akt, samo wysyłanie ich było nielegalne. Nie dość, że procedura ignorowała interes poszkodowanych, a więc ofiar niemieckich zbrodni, którzy nie byli informowani o wysyłce akt do Niemiec; nie dość, że nie istniała żadna umowa dwustronna określająca zasady tej "wymiany", to na dodatek przekazywanie akt odbywało się z pominięciem Ministerstwa Sprawiedliwości, co jest sprzeczne z istotą pomocy prawnej, do której prawo ma właśnie ministerstwo.
Co więcej, problem ginących akt był sygnalizowany prof. Kuleszy i jego podopiecznym co najmniej od 1998 r., kiedy Antoni Galiński, zastępca dyrektora Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (późniejszy jej likwidator) stwierdził zaginięcie aż 3316 jednostek archiwalnych. Gdyby był to wyłącznie problem marginalny, prof. Kulesza nie powoływałby w tej sprawie specjalnej komisji, która miała owe zniknięcia wyjaśnić. Inna rzecz, że wszczęte przez niego śledztwo do niczego nie doprowadziło.
Nie mniejszą gorliwość - i to również wbrew ustawom i rozporządzeniom ministra sprawiedliwości - okazywano w stosunku do władz litewskich, ukraińskich, białoruskich i rosyjskich. Pod koniec lat 90. do tych krajów wędrowała zawartość akt w sprawach przeciwko obywatelom tych państw, którzy dopuścili się zbrodni na narodzie polskim. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie to, że ówczesna minister sprawiedliwości Hanna Suchocka nie pozwoliła Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu na przekazanie tych akt, uważając pomoc prawną ze strony Polski za zbędną. Mimo to 1 lipca 1998 r. arbitralną decyzją dyrektora GKBZpNP i jego zastępcy Antoniego Galińskiego teczki zostały przekazane na Białoruś, Litwę i na Ukrainę.
Jan M. Fijor
KOALICJA PIS-PSL
Wicepremier Rokita
Napanewce spalił misterny plan przygotowywany przez strategów PiS, którzy zakładali, że po kongresie Platformy Obywatelskiej uda się przyciągnąć do partii Kaczyńskich zwolenników Jana Rokity. Sztabowcy PiS liczyli na to, że do ich klubu przejdą pod wodzą Rokity posłowie niezadowoleni z tkwienia w ławach opozycji. Plan zakładał również wyłuskanie niektórych parlamentarzystów Samoobrony. PiS-owcy zakładali, że dzięki temu uda się wypchnąć z koalicji LPR i Samoobronę, pozyskując jednocześnie PSL, i stworzyć rząd z Rokitą jako wicepremierem. Postawa niczego nieświadomego Rokity, który mimo przegranej na kongresie PO ostro skrytykował braci Kaczyńskich, spowodowała jednak, że plan porzucono. (ceg)
ROZMOWA Z PROF. ZYTĄ GILOWSKĄ
Wystawiono na mnie zlecenie
Mirosław Cielemęcki: Premier Marcinkiewicz jeszcze w piątek miał dla pani propozycję powrotu do rządu. Ogłosił, że czeka na telefon od pani. Zadzwoniła pani?
Zyta Gilowska: Tak, w sobotę po południu.
Jaka była pani odpowiedź?
Proszę o to zapytać pana premiera.
Dlaczego w czwartek nie było pani na posiedzeniu sądu lustracyjnego, który rozpatrywał wniosek dotyczący domniemanej współpracy pani z tajnymi służbami PRL?
Do środy do godz. 19.00 wiedziałam, że posiedzenie będzie tajne. Tego dnia pod wieczór coś się zaczęło zmieniać. Dowiedziałam się od jednej z dziennikarek, że sędzia Rodzik został w trybie alarmowym ściągnięty z urlopu, że obrady sądu mogą być jawne. Uznałam to za niemożliwe. Bo przecież powiadomiono by mnie o tym, choćby telefonicznie.
Nikt nie zadzwonił?!
Nikt! W nocy ze środy na czwartek wróciłam więc do domu, do Świdnika. Zastanawiałam się, czy nie wysłać w moim imieniu do sądu jakiegoś prawnika.
Dlaczego pani tego nie zrobiła?
Uznałam, że to się nie uda, ponieważ wniosek rzecznika interesu publicznego otrzymał klauzulę "ściśle tajne".
Ale posiedzenie okazało się jawne.
Sąd mnie zdumiał, z mojej nieobecności uczynił argument przeciwko mnie! Ale gdybym nawet tam była, to co bym robiła? Krzyczała z sali jak na zebraniu wiejskim? To była kolejna z wielu pułapek zastawionych na mnie. Zatrzymując procedurę lustracyjną, rzecznik zyskał dla siebie z 5-6 tygodni.
Po co mu ten czas?
Wcześniej liczył na to, że się przerażę, ucieknę, zrezygnuję z dotarcia do tych dokumentów. Ale stało się inaczej. Teraz chodzi o to, żeby mi ich szybko nie pokazać. Wszyscy zostaliśmy oszukani: premier, prezes Jarosław Kaczyński, ja.
Po co?
Liczę na efekty dochodzenia prokuratorskiego, o które wystąpiłam jeszcze jako wicepremier 24 czerwca. Wtedy rozpoczął się wyścig z czasem. I wyścig po informacje. Z gazet zaczęłam się dowiadywać, o co jestem pomawiana. Im więcej wiem, tym większą mam pewność, że moje akta to fałszywki wyprodukowane już w III RP!
Komu zależy na wyłączeniu pani z życia publicznego?
Jedynym wytłumaczeniem, jakie przychodzi mi do głowy, jest działalność tzw. grup hakowych kłusujących za pieniądze na czyjeś zlecenia. Wskazanie grup interesów skłonnych zapłacić za moją egzekucję jest proste. One może nie przypuszczały, że tak otwarcie podejmę walkę, że się nie ugnę. Bo jak wiadomo, strach ma wielkie oczy.
Kim są zleceniodawcy? Mafia paliwowa?
Nie wiem, nie wykluczam.
Rozmawiał Mirosław Cielemęcki
BANKI
Antykomisja Winieckiego
Szykuje się starcie między posłem PiS Arturem Zawiszą, przewodniczącym nadzwyczajnej komisji ds. banków a Towarzystwem Ekonomistów Polskich. TEP powołało komisję, która ma kontrolować i recenzować działania sejmowej komisji bankowej kierowanej przez Zawiszę. W skład antykomisji weszli: prof. Jan Winiecki (prezes TEP, współpracownik "Wprost"), ekonomista Bogusław Grabowski (były członek Rady Polityki Pieniężnej) i publicysta Witold Gadomski. Jak się dowiedzieliśmy, antykomisja burzliwie dyskutowała nad tym, jak się nazwać. Były dwie propozycje: komisja demaskowania nieprawdy i demagogii lub komisja prawdy i sprawiedliwości. Ostatecznie odstąpiono od formalnego nazewnictwa. - Będziemy wychwytywać i komentować bzdury i kłamstwa, które będą głoszone w trakcie posiedzeń komisji bankowej. Pokażemy, jaki mogą one mieć wpływ na naszą gospodarkę - mówi prof. Winiecki. (c)
GADŻET
Slalom na trikke'U
Przypomina krzyżówkę hulajnogi z trzykołowym rowerem dziecięcym, ale - jak zapewniają twórcy - wyciska ostatnie poty. Trikke może rozwijać prędkość do 30 km/godz. i porusza się po półkolach, czyli slalomem. Balansując raz w prawo, raz w lewo i skręcając kierownicą, poruszamy się do przodu. Według twórców pojazdu, dziennie można na nim przejechać nawet 70 km. Trikke kosztuje około 700 zł.
RANKING CYTOWAŃ
Mówią "Wprost"
Wprost" był w maju najczęściej cytowanym tygodnikiem. Za nami uplasowały się "Newsweek Polska" i "Polityka". Wśród gazet nadal najczęściej powoływano się na "Gazetę Wyborczą", ale na drugie miejsce awansowało "Życie Warszawy", pokonując "Rzeczpospolitą" i "Dziennik". Wśród stacji telewizyjnych na pierwszym miejscu jest TVN, a za nim TVN 24 i TVP. (AS)
BITWY NA BIS
Zaczyna się sezon wielkich widowisk historycznych, czyli rekonstrukcji bitew. Będzie można obejrzeć bitwę pod Grunwaldem, ale także zmagania wikingów i żołnierzy II wojny światowej. Do najbardziej malowniczych należą rekonstrukcje z czasów napoleońskich - nigdy wcześniej ani nigdy potem strój wojskowy nie był tak ozdobny i kolorowy. To, co robi wrażenie na widzach, jest sporym wyzwaniem dla osób odtwarzających historyczne umundurowanie. Dobrze wyekwipowany żołnierz napoleoński to wydatek 5 tys. zł.
Joanna Lamparska
Piotr Trybalski
MEDYCYNA
Ptasia grypa jak AIDS?
Epidemia ptasiej grypy, jeśli do niej dojdzie, może przypominać epidemię AIDS. Pierwszej szczepionki przeciwko ptasiej grypie możemy się spodziewać dopiero za kilka lat. W pracach nad szczepionką chroniącą przed wirusem H5N1 pojawiły się tak duże trudności, że jej zastosowanie jest realne dopiero za 10 lat - przyznał prof. David Fedson, były dyrektor ds. medycznych firmy Aventis, podczas zakończonego w miniony weekend pierwszego kongresu poświęconego ptasiej grypie w Instytucie Pasteura w Paryżu. Uzyskane dotychczas preparaty są mało skuteczne, a metody ich produkcji tak mało wydajne, że gdyby epidemia wybuchła za kilka miesięcy, dopiero po sześciu miesiącach można by użyć 100 mln dawek, więc leku nie starczyłoby nawet dla mieszkańców Unii Europejskiej. Na szczęście na razie zdarzają się jedynie pojedyncze zakażenia ludzi, którzy stykali się z chorymi ptakami. Nie ma dowodów, że ptasia grypa rozprzestrzenia się między ludźmi, co mogłoby doprowadzić do wybuchu epidemii. (ZW)
EMIGRANT Z EURORAJU
Profesor Joschka
Joschka Fischer, były wicekanclerz i minister spraw zagranicznych Niemiec, przywódca Zielonych, odchodzi z polityki. Szef niemieckiej dyplomacji w gabinecie Gerharda Schrödera i jeden z najpopularniejszych niemieckich polityków zamierza pod koniec lata zrezygnować z mandatu parlamentarzysty i rozpocząć wykłady na Uniwersytecie Princeton w USA. Joschka Fischer, w młodości lewacki aktywista (członek radykalnej grupy Walka Rewolucyjna), na początku lat 80. związał się z Zielonymi. W 1985 r. został ministrem środowiska w koalicyjnym rządzie SPD i Zielonych w Hesji. Jako wicekanclerz i minister spraw zagranicznych w rządzie Schrödera w latach 1998-2005 dał się poznać jako zwolennik pojednania z Polską i zdecydowany przeciwnik budowy Centrum przeciwko Wypędzeniom. "Demokracja polega na sprawowaniu stanowisk przez określony czas. Okres mojej obecności w polityce dobiegł końca" - stwierdził Fischer. (PB)
GUŁAG 2006
Festiwal pieśni obozowej
Stalin w girlandach hawajskich kwiatów na tle obozu koncentracyjnego - tak wygląda okładka płyty "Dźwięki Gułagu: melodie i rytmy z Gułagu" Michaiła Antipowa. Więzienne piosenki w nowej aranżacji egzotycznych, gorących rytmów to najnowszy hit w Rosji. Według artysty, jego twórczość ma być połączeniem tradycji z nowoczesnością. Na płycie znalazła się m.in. nowa, radosna melodia do opowiadającej o syberyjskim gułagu piosenki "Waninskij Port", której refren brzmi: "stracisz rozum i wolę, stąd nie ma powrotu". Tytuły przetłumaczono na angielski, bo Antipow chce, aby jego muzyka stała się nowym znakiem rozpoznawczym rosyjskiej kultury w Europie. (IN)
BELGIA
Cień Dutroux
Belgią wstrząsnął kolejny skandal pedofilski. Od trzech tygodni kraj żył uprowadzeniem 7-letniej Stacy i 11-letniej Nathalie. W ubiegłą środę odnaleziono ciała dziewczynek, a sekcja zwłok wykazała, że przed śmiercią były bite, a starsza została zgwałcona.
Sprawa Stacy i Nathalie tylko z pozoru jest podobna do wcześniejszych afer pedofilskich w Belgii. Tym razem dziewczynki zostały zamordowane wkrótce po uprowadzeniu. W nocy, gdy zaginęły, bawiły się same w pobliżu knajpy, gdzie imprezowali ich rodzice. Matka Nathalie nie potrafiła dokładnie określić, kiedy ostatni
raz widziała córkę. - Między północą a czwartą nad ranem - zeznała, zgłaszając policji zaginięcie. Podejrzenie padło na
38-letniego Abdellaha Aita Ouda, z pochodzenia Marokańczyka, wcześniej skazanego za przestępstwa seksualne na dzieciach. Jeśli okaże się, że jest winny, będzie to woda na młyn zwolenników zaostrzenia przepisów imigracyjnych. Oberwie się też władzom, które niedostatecznie pilnują wypuszczanych pedofilów. Belgowie na tego typu dramaty są szczególnie wyczuleni. Najpierw były zbrodnie Marca Dutroux, który porywał i gwałcił dziewczynki, a cztery z nich zamordował. Gdy sprawa wyszła na jaw, krajem wstrząsnęły protesty przeciw indolencji władz, a ulicami Brukseli przeszła największa w historii tego miasta demonstracja. Cztery lata temu belgijski sąd skazał pastora Andrasa Pandy'ego za zamordowanie dwóch żon i czworga własnych dzieci, które wykorzystywał seksualnie. Trzy lata temu w Belgii aresztowano Michela Fournireta, po tym jak porwał 13-latkę. Dziewczynce udało się uciec, ale Fourniret jest podejrzany o to, że w latach 1987-2001 zamordował kilkanaście dziewczynek.
95 proc. pedofilów trafiających za kratki jest poddawanych resocjalizacji, ale po odbyciu wyroku zwykle wracają na drogę przestępstwa. Skuteczna jest długa, skomplikowana i droga terapia, która zmienia odruchy behawioralne. Poddawanych jest jej tylko 5 proc. skazanych za przestępstwa seksualne na dzieciach.
Dominika Ćosić
Bruksela
![](http://www.wprost.pl/G/wprost_gfx/1230/s11w.jpg)
GWIAZDY
Medialna ciąża
Ciężarna Britney Spears zaprezentuje się nago w sierpniowym wydaniu amerykańskiego magazynu dla kobiet "Harper's Bazaar". Nie trzeba jednak czekać do sierpnia, by zobaczyć Spears, jak ją pan Bóg stworzył - fotografie już wyciekły do Internetu. Oprócz nagiej piosenkarki widać na nich jej kilkumiesięcznego syna Seana Prestona, również bez odzienia. Pozując nago w zaawansowanej ciąży, Spears poszła w ślady innych gwiazd, m.in. modelki Cindy Crawford oraz aktorek Moniki Bellucci i Brooke Shields. Pierwszą celebrity, która zdecydowała się na ten krok, była aktorka Demi Moore. Pojawiła się nago w siódmym miesiącu ciąży na okładce "Vanity Fair" w 1991 r. Zdjęcie było wielokrotnie parodiowane, m.in. przez magazyn "Spy", który umieścił na ciele Moore głowę jej męża Bruce'a Willisa. (AGN)
Fot: M. Stelmach
Kto wydał Niemcom teczki?
Zaginęła niemal cała dokumentacja zbrodni popełnionych przez Niemców w czasie powstania warszawskiego. Z zasobów polskiej Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich, a następnie IPN - od lat 50. do niedawna - przekazywano do RFN oryginały zeznań, fotografie i inne dowody zbrodni hitlerowskich popełnionych w czasie II wojny światowej w Polsce (sprawę ujawniliśmy we "Wprost" nr 18/2006). Po naszym artykule Kolegium IPN zwróciło się do prokuratury z doniesieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Sprawa ta jest - jak się okazuje - ledwie wierzchołkiem góry lodowej, zwanej w środowisku prokuratorów IPN "częstowaniem teczkami". Niektórzy mówią, że to eufemistyczne określenie na handel polskimi zasobami archiwalnymi.
Z wyjaśnień nadesłanych przez prof. Witolda Kuleszę, wicedyrektora Instytutu Pamięci Narodowej, wynika, że przekazywanie oryginałów akt do Zentrale Stelle der Landesjustizverwaltungen w Ludwigsburgu w RFN (tzw. centrala w Ludwigsburgu, instytucja powołana w celu "poprawy wizerunku" niemieckich organów ścigania zbrodni wojennych) było zjawiskiem marginalnym, a podejrzliwość "Wprost" jest mocno przesadzona. Prof. Kulesza, gorący orędownik współpracy z archiwistami niemieckimi, dementuje jakiekolwiek sugestie, że współpraca ta, zwana przez niego "pomocą prawną", mogła być podyktowana innymi intencjami niż badawczo-śledcze. A przecież, pomijając fakt bezpowrotnej utraty akt, samo wysyłanie ich było nielegalne. Nie dość, że procedura ignorowała interes poszkodowanych, a więc ofiar niemieckich zbrodni, którzy nie byli informowani o wysyłce akt do Niemiec; nie dość, że nie istniała żadna umowa dwustronna określająca zasady tej "wymiany", to na dodatek przekazywanie akt odbywało się z pominięciem Ministerstwa Sprawiedliwości, co jest sprzeczne z istotą pomocy prawnej, do której prawo ma właśnie ministerstwo.
Co więcej, problem ginących akt był sygnalizowany prof. Kuleszy i jego podopiecznym co najmniej od 1998 r., kiedy Antoni Galiński, zastępca dyrektora Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (późniejszy jej likwidator) stwierdził zaginięcie aż 3316 jednostek archiwalnych. Gdyby był to wyłącznie problem marginalny, prof. Kulesza nie powoływałby w tej sprawie specjalnej komisji, która miała owe zniknięcia wyjaśnić. Inna rzecz, że wszczęte przez niego śledztwo do niczego nie doprowadziło.
Nie mniejszą gorliwość - i to również wbrew ustawom i rozporządzeniom ministra sprawiedliwości - okazywano w stosunku do władz litewskich, ukraińskich, białoruskich i rosyjskich. Pod koniec lat 90. do tych krajów wędrowała zawartość akt w sprawach przeciwko obywatelom tych państw, którzy dopuścili się zbrodni na narodzie polskim. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie to, że ówczesna minister sprawiedliwości Hanna Suchocka nie pozwoliła Głównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu na przekazanie tych akt, uważając pomoc prawną ze strony Polski za zbędną. Mimo to 1 lipca 1998 r. arbitralną decyzją dyrektora GKBZpNP i jego zastępcy Antoniego Galińskiego teczki zostały przekazane na Białoruś, Litwę i na Ukrainę.
Jan M. Fijor
![](http://www.wprost.pl/G/wprost_gfx/1230/s6.jpg)
Wicepremier Rokita
Napanewce spalił misterny plan przygotowywany przez strategów PiS, którzy zakładali, że po kongresie Platformy Obywatelskiej uda się przyciągnąć do partii Kaczyńskich zwolenników Jana Rokity. Sztabowcy PiS liczyli na to, że do ich klubu przejdą pod wodzą Rokity posłowie niezadowoleni z tkwienia w ławach opozycji. Plan zakładał również wyłuskanie niektórych parlamentarzystów Samoobrony. PiS-owcy zakładali, że dzięki temu uda się wypchnąć z koalicji LPR i Samoobronę, pozyskując jednocześnie PSL, i stworzyć rząd z Rokitą jako wicepremierem. Postawa niczego nieświadomego Rokity, który mimo przegranej na kongresie PO ostro skrytykował braci Kaczyńskich, spowodowała jednak, że plan porzucono. (ceg)
ROZMOWA Z PROF. ZYTĄ GILOWSKĄ
Wystawiono na mnie zlecenie
![](http://www.wprost.pl/G/wprost_gfx/1230/s7.jpg)
Zyta Gilowska: Tak, w sobotę po południu.
Jaka była pani odpowiedź?
Proszę o to zapytać pana premiera.
Dlaczego w czwartek nie było pani na posiedzeniu sądu lustracyjnego, który rozpatrywał wniosek dotyczący domniemanej współpracy pani z tajnymi służbami PRL?
Do środy do godz. 19.00 wiedziałam, że posiedzenie będzie tajne. Tego dnia pod wieczór coś się zaczęło zmieniać. Dowiedziałam się od jednej z dziennikarek, że sędzia Rodzik został w trybie alarmowym ściągnięty z urlopu, że obrady sądu mogą być jawne. Uznałam to za niemożliwe. Bo przecież powiadomiono by mnie o tym, choćby telefonicznie.
Nikt nie zadzwonił?!
Nikt! W nocy ze środy na czwartek wróciłam więc do domu, do Świdnika. Zastanawiałam się, czy nie wysłać w moim imieniu do sądu jakiegoś prawnika.
Dlaczego pani tego nie zrobiła?
Uznałam, że to się nie uda, ponieważ wniosek rzecznika interesu publicznego otrzymał klauzulę "ściśle tajne".
Ale posiedzenie okazało się jawne.
Sąd mnie zdumiał, z mojej nieobecności uczynił argument przeciwko mnie! Ale gdybym nawet tam była, to co bym robiła? Krzyczała z sali jak na zebraniu wiejskim? To była kolejna z wielu pułapek zastawionych na mnie. Zatrzymując procedurę lustracyjną, rzecznik zyskał dla siebie z 5-6 tygodni.
Po co mu ten czas?
Wcześniej liczył na to, że się przerażę, ucieknę, zrezygnuję z dotarcia do tych dokumentów. Ale stało się inaczej. Teraz chodzi o to, żeby mi ich szybko nie pokazać. Wszyscy zostaliśmy oszukani: premier, prezes Jarosław Kaczyński, ja.
Po co?
Liczę na efekty dochodzenia prokuratorskiego, o które wystąpiłam jeszcze jako wicepremier 24 czerwca. Wtedy rozpoczął się wyścig z czasem. I wyścig po informacje. Z gazet zaczęłam się dowiadywać, o co jestem pomawiana. Im więcej wiem, tym większą mam pewność, że moje akta to fałszywki wyprodukowane już w III RP!
Komu zależy na wyłączeniu pani z życia publicznego?
Jedynym wytłumaczeniem, jakie przychodzi mi do głowy, jest działalność tzw. grup hakowych kłusujących za pieniądze na czyjeś zlecenia. Wskazanie grup interesów skłonnych zapłacić za moją egzekucję jest proste. One może nie przypuszczały, że tak otwarcie podejmę walkę, że się nie ugnę. Bo jak wiadomo, strach ma wielkie oczy.
Kim są zleceniodawcy? Mafia paliwowa?
Nie wiem, nie wykluczam.
Rozmawiał Mirosław Cielemęcki
BANKI
Antykomisja Winieckiego
Szykuje się starcie między posłem PiS Arturem Zawiszą, przewodniczącym nadzwyczajnej komisji ds. banków a Towarzystwem Ekonomistów Polskich. TEP powołało komisję, która ma kontrolować i recenzować działania sejmowej komisji bankowej kierowanej przez Zawiszę. W skład antykomisji weszli: prof. Jan Winiecki (prezes TEP, współpracownik "Wprost"), ekonomista Bogusław Grabowski (były członek Rady Polityki Pieniężnej) i publicysta Witold Gadomski. Jak się dowiedzieliśmy, antykomisja burzliwie dyskutowała nad tym, jak się nazwać. Były dwie propozycje: komisja demaskowania nieprawdy i demagogii lub komisja prawdy i sprawiedliwości. Ostatecznie odstąpiono od formalnego nazewnictwa. - Będziemy wychwytywać i komentować bzdury i kłamstwa, które będą głoszone w trakcie posiedzeń komisji bankowej. Pokażemy, jaki mogą one mieć wpływ na naszą gospodarkę - mówi prof. Winiecki. (c)
GADŻET
Slalom na trikke'U
Przypomina krzyżówkę hulajnogi z trzykołowym rowerem dziecięcym, ale - jak zapewniają twórcy - wyciska ostatnie poty. Trikke może rozwijać prędkość do 30 km/godz. i porusza się po półkolach, czyli slalomem. Balansując raz w prawo, raz w lewo i skręcając kierownicą, poruszamy się do przodu. Według twórców pojazdu, dziennie można na nim przejechać nawet 70 km. Trikke kosztuje około 700 zł.
![](http://www.wprost.pl/G/wprost_gfx/1230/s8w.jpg)
Mówią "Wprost"
Wprost" był w maju najczęściej cytowanym tygodnikiem. Za nami uplasowały się "Newsweek Polska" i "Polityka". Wśród gazet nadal najczęściej powoływano się na "Gazetę Wyborczą", ale na drugie miejsce awansowało "Życie Warszawy", pokonując "Rzeczpospolitą" i "Dziennik". Wśród stacji telewizyjnych na pierwszym miejscu jest TVN, a za nim TVN 24 i TVP. (AS)
![](http://www.wprost.pl/G/wprost_gfx/1230/s9w.jpg)
Zaczyna się sezon wielkich widowisk historycznych, czyli rekonstrukcji bitew. Będzie można obejrzeć bitwę pod Grunwaldem, ale także zmagania wikingów i żołnierzy II wojny światowej. Do najbardziej malowniczych należą rekonstrukcje z czasów napoleońskich - nigdy wcześniej ani nigdy potem strój wojskowy nie był tak ozdobny i kolorowy. To, co robi wrażenie na widzach, jest sporym wyzwaniem dla osób odtwarzających historyczne umundurowanie. Dobrze wyekwipowany żołnierz napoleoński to wydatek 5 tys. zł.
BITWA POD GRUNWALDEM - 1700 rycerzy, 4 tys. osób towarzyszących - mniej więcej tylu uczestników bierze co roku udział w inscenizacji bitwy pod Grunwaldem. "Rycerzy" obowiązują surowe zasady. Każdy walczący musi mieć skończone 18 lat i być ubezpieczony od nieszczęśliwych wypadków. W dniu bitwy obowiązuje absolutny zakaz picia alkoholu i przyjmowania środków odurzających. Długość miecza nie może przekroczyć 130 cm, nie wolno z długą bronią wychodzić poza teren obozu. Grunwald to największa bitwa nowoczesnej Europy. Co roku godzinną rekonstrukcję przyjeżdża oglądać około 100 tys. ludzi. | FESTIWAL WIKINGÓW - Zainteresowanie rekonstrukcjami bitew wzięło się z tęsknoty za dumnymi czasami, z miłości do historii i chęci eksperymentowania ze starą bronią, strojem - mówi Stanisław Wdowczyk, znany w świecie rekonstruktorów bitew jako Jarl Einar, czyli szef grupy wikingów. Każdy z jego wojowników ma m.in. własny miecz, kolczugę, hełm i tarczę. - Niektóre elementy stroju produkujemy sami, inne kupujemy od polskich i skandynawskich rzemieślników - tłumaczy Wdowczyk. Takie grupy jak Jomsborg Vikings Hird Wdowczyka to także coś w rodzaju objazdowego teatru. Można ich nawet wynająć na firmową imprezę. Kosztuje to od 1500 zł do 4000 zł. |
BITWA POD PUŁTUSKIEM - Na polu walki staną pułki piechoty, ułani, kawalerzyści i szwoleżerowie gwardii, śmietanka polskiej konnicy tamtych czasów - mówi Arkadiusz Czartoryski, jeden z organizatorów rekonstrukcji bitwy pod Pułtuskiem z 26 grudnia 1806 r. Największą atrakcją ma być słynny nie tylko w Polsce 11. Pułk Ułanów, czyli kilkunastu świetnie wyszkolonych i znakomicie wyekwipowanych kaskaderów. Robią figury i akrobacje w galopie, popisują się umiejętnościami cięcia szablą w biegu główek kapusty. - Wszystko, od guzika do namiotu, musi być zrobione z materiałów i w technice z tamtych czasów - mówi Czartoryski. - Nawet słownictwo jest z epoki. Żołnierze, gdy chcą sobie poprzeklinać, mówią "do stu tysięcy kartaczy". | BITWA NAD BZURĄ - Największą inscenizacją z czasów II wojny światowej jest bitwa nad Bzurą z 9-22 września 1939 r. W ubiegłorocznej imprezie wzięło udział prawie 300 osób, wyposażonych w 20 pojazdów bojowych i 50 koni. Odtwarzano jeden z epizodów starcia - próbę przebicia się Wojska Polskiego przez Puszczę Kampinoską na pomoc płonącej Warszawie. |
Piotr Trybalski
MEDYCYNA
Ptasia grypa jak AIDS?
Epidemia ptasiej grypy, jeśli do niej dojdzie, może przypominać epidemię AIDS. Pierwszej szczepionki przeciwko ptasiej grypie możemy się spodziewać dopiero za kilka lat. W pracach nad szczepionką chroniącą przed wirusem H5N1 pojawiły się tak duże trudności, że jej zastosowanie jest realne dopiero za 10 lat - przyznał prof. David Fedson, były dyrektor ds. medycznych firmy Aventis, podczas zakończonego w miniony weekend pierwszego kongresu poświęconego ptasiej grypie w Instytucie Pasteura w Paryżu. Uzyskane dotychczas preparaty są mało skuteczne, a metody ich produkcji tak mało wydajne, że gdyby epidemia wybuchła za kilka miesięcy, dopiero po sześciu miesiącach można by użyć 100 mln dawek, więc leku nie starczyłoby nawet dla mieszkańców Unii Europejskiej. Na szczęście na razie zdarzają się jedynie pojedyncze zakażenia ludzi, którzy stykali się z chorymi ptakami. Nie ma dowodów, że ptasia grypa rozprzestrzenia się między ludźmi, co mogłoby doprowadzić do wybuchu epidemii. (ZW)
EMIGRANT Z EURORAJU
Profesor Joschka
Joschka Fischer, były wicekanclerz i minister spraw zagranicznych Niemiec, przywódca Zielonych, odchodzi z polityki. Szef niemieckiej dyplomacji w gabinecie Gerharda Schrödera i jeden z najpopularniejszych niemieckich polityków zamierza pod koniec lata zrezygnować z mandatu parlamentarzysty i rozpocząć wykłady na Uniwersytecie Princeton w USA. Joschka Fischer, w młodości lewacki aktywista (członek radykalnej grupy Walka Rewolucyjna), na początku lat 80. związał się z Zielonymi. W 1985 r. został ministrem środowiska w koalicyjnym rządzie SPD i Zielonych w Hesji. Jako wicekanclerz i minister spraw zagranicznych w rządzie Schrödera w latach 1998-2005 dał się poznać jako zwolennik pojednania z Polską i zdecydowany przeciwnik budowy Centrum przeciwko Wypędzeniom. "Demokracja polega na sprawowaniu stanowisk przez określony czas. Okres mojej obecności w polityce dobiegł końca" - stwierdził Fischer. (PB)
![](http://www.wprost.pl/G/wprost_gfx/1230/s10.jpg)
Festiwal pieśni obozowej
Stalin w girlandach hawajskich kwiatów na tle obozu koncentracyjnego - tak wygląda okładka płyty "Dźwięki Gułagu: melodie i rytmy z Gułagu" Michaiła Antipowa. Więzienne piosenki w nowej aranżacji egzotycznych, gorących rytmów to najnowszy hit w Rosji. Według artysty, jego twórczość ma być połączeniem tradycji z nowoczesnością. Na płycie znalazła się m.in. nowa, radosna melodia do opowiadającej o syberyjskim gułagu piosenki "Waninskij Port", której refren brzmi: "stracisz rozum i wolę, stąd nie ma powrotu". Tytuły przetłumaczono na angielski, bo Antipow chce, aby jego muzyka stała się nowym znakiem rozpoznawczym rosyjskiej kultury w Europie. (IN)
BELGIA
Cień Dutroux
Belgią wstrząsnął kolejny skandal pedofilski. Od trzech tygodni kraj żył uprowadzeniem 7-letniej Stacy i 11-letniej Nathalie. W ubiegłą środę odnaleziono ciała dziewczynek, a sekcja zwłok wykazała, że przed śmiercią były bite, a starsza została zgwałcona.
Sprawa Stacy i Nathalie tylko z pozoru jest podobna do wcześniejszych afer pedofilskich w Belgii. Tym razem dziewczynki zostały zamordowane wkrótce po uprowadzeniu. W nocy, gdy zaginęły, bawiły się same w pobliżu knajpy, gdzie imprezowali ich rodzice. Matka Nathalie nie potrafiła dokładnie określić, kiedy ostatni
raz widziała córkę. - Między północą a czwartą nad ranem - zeznała, zgłaszając policji zaginięcie. Podejrzenie padło na
38-letniego Abdellaha Aita Ouda, z pochodzenia Marokańczyka, wcześniej skazanego za przestępstwa seksualne na dzieciach. Jeśli okaże się, że jest winny, będzie to woda na młyn zwolenników zaostrzenia przepisów imigracyjnych. Oberwie się też władzom, które niedostatecznie pilnują wypuszczanych pedofilów. Belgowie na tego typu dramaty są szczególnie wyczuleni. Najpierw były zbrodnie Marca Dutroux, który porywał i gwałcił dziewczynki, a cztery z nich zamordował. Gdy sprawa wyszła na jaw, krajem wstrząsnęły protesty przeciw indolencji władz, a ulicami Brukseli przeszła największa w historii tego miasta demonstracja. Cztery lata temu belgijski sąd skazał pastora Andrasa Pandy'ego za zamordowanie dwóch żon i czworga własnych dzieci, które wykorzystywał seksualnie. Trzy lata temu w Belgii aresztowano Michela Fournireta, po tym jak porwał 13-latkę. Dziewczynce udało się uciec, ale Fourniret jest podejrzany o to, że w latach 1987-2001 zamordował kilkanaście dziewczynek.
95 proc. pedofilów trafiających za kratki jest poddawanych resocjalizacji, ale po odbyciu wyroku zwykle wracają na drogę przestępstwa. Skuteczna jest długa, skomplikowana i droga terapia, która zmienia odruchy behawioralne. Poddawanych jest jej tylko 5 proc. skazanych za przestępstwa seksualne na dzieciach.
Dominika Ćosić
Bruksela
![](http://www.wprost.pl/G/wprost_gfx/1230/s11w.jpg)
GWIAZDY
Medialna ciąża
Ciężarna Britney Spears zaprezentuje się nago w sierpniowym wydaniu amerykańskiego magazynu dla kobiet "Harper's Bazaar". Nie trzeba jednak czekać do sierpnia, by zobaczyć Spears, jak ją pan Bóg stworzył - fotografie już wyciekły do Internetu. Oprócz nagiej piosenkarki widać na nich jej kilkumiesięcznego syna Seana Prestona, również bez odzienia. Pozując nago w zaawansowanej ciąży, Spears poszła w ślady innych gwiazd, m.in. modelki Cindy Crawford oraz aktorek Moniki Bellucci i Brooke Shields. Pierwszą celebrity, która zdecydowała się na ten krok, była aktorka Demi Moore. Pojawiła się nago w siódmym miesiącu ciąży na okładce "Vanity Fair" w 1991 r. Zdjęcie było wielokrotnie parodiowane, m.in. przez magazyn "Spy", który umieścił na ciele Moore głowę jej męża Bruce'a Willisa. (AGN)
Fot: M. Stelmach
Więcej możesz przeczytać w 27/2006 wydaniu tygodnika Wprost .
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.